Dywizje amerykańskie:


101.Dywizja Powietrzno-Desantowa

Stany Zjednoczne posiadały ogromne rezerwy ludzkie i materiałowe, Japonia a przede wszystkim III Rzesza błędnie oceniły siłę i determinację demokratyczneg mocarstwaW momencie wybuchu wojny, lądowa armia amerykańska była niewielka liczebnie, a pod względem techniki i profesjonalnego wyszkolenia znajdowała się jeszcze bardziej w tyle. Miała niewielkie rezerwy, a ochotnicza Gwardia Narodowa była źle wyposażona i wyszkolona. Stany Zjednoczone posiadały jednak olbrzymie rezerwy ludzkie, do tego dobrze obeznane z techniką co stanowiło z nich idealny materiał na rekruta w tej, jak się już okazało w 1941 roku, nowoczesnej wojnie niepodobnej do wcześniejszych.
Początkowo Departament wojny podjął decyzję o utworzeniu 90 dywizji, liczących w sumie 4 mln żołnierzy wojsk lądowych i wspierających ich wojsk lotniczych. Korpus Piechoty Morskiej USA posiadał alternatywną, złożoną z wielu dywizji armię, która sięgnęła w końcu 0,5 mln ludzi, działali oni jednak tylko w rejonie Pacyfiku.

Nieograniczone surowce materiałowe i żywiołowo rozwijający się przemysł mógł z łatwością dostarczać armii wymaganego ekwipunku. Z początku poziom wyposażenia armii cechowały duże braki. W szczególności dotyczyło to przedwojennych czołgów , które zupełnie nie spełniały wymagań współczesnego pola walki. Najpierw rozpoczęto produkcje w miarę skutecznego M3 Grant/Lee, a w rok po wybuchu wojny Amerykanie rozpoczęli masową produkcję jednego z najbardziej udanych w tej wojnie modeli czołgów - Shermana, regularnie go modernizując i wypuszczając kilkanaście różnych wersji różniących się uzbrojeniem, opancerzeniem a przede wszystkim silnikami i układem jezdnym, w ciągu 3 lat zbudowano ich ponad 40.000 tysięcy. Nieodłącznym kompanem Shermana był niszczyciel czołgów M-10.Masowa produkcja, wyrafinowanie i siła ognia niwelowało jakość niemieckiej broni lądowej Do tego dochodziły mniej liczne konstrukcje od samochodów pancernych, czołgów lekkich aż po ciężkie konstrukcje M26 i M28 pod koniec wojny. Armia amerykańska była wysoce zmotoryzowana a transport zapewniały całe armady ciężarówek z doskonałymi wielokonnymi silnikami jak i liczne transportery opancerzone M3. Artyleria była co najmniej dobra, zwłaszcza tak udane modele jak 105 i 155 mm, z których szczególnie haubica 155 mm cechowała się dużą celnością i dalekim zasięgiem. Działa przeciwpancerne stanowiły odpowiedniki ówczesnych standardów 37, 57 i 75 mm. Broń palna należała do bardzo nowoczesnych, np. będący standardowym wyposażeniem armii półautomatyczny karabin typu M1Garand 32, ale używano też starszych Enfield i Springfield. Broń automatyczna to kilka mniej popularnych konstrukcji M3A1, M3/M3A i doskonała zmodernizowana konstrukcja Thompsona M1A1 28. Wsparcie stanowiła cała seria ciężkich karabinów Browninga 30 mm i 50 mm. Używano także gładko lufowych strzelb Remingtona, Winchestera i Stevensa i oczywiście nieśmiertelnego Colta'45 jako broń krótką.

Od początku wojny amerykanie wyznawali zasadę używania siły ogniowej w celu zredukowania strat w ludziach i byli przygotowani do bombardowań nieprzyjaciela tak z lądu jak z powietrza na niespotykaną i trudną do uzyskania w innych armiach, skalę. Specyfika walki szybko ukształtowała doktrynę amerykańską i sposób prowadzenia wojny nawet po 1945 roku. Szybkie przełamujące uderzenia pancerne we współdziałaniu z doskonale wyposażoną mobilną piechotą, kombinowane operacje z wykorzystaniem sił spadochronowych i desantowych, maksymalnie bliskie wsparcie z powietrza i rozwinięta łączność diametrialnie zmieniły sposób prowadzenia wojny. Okazało się iż nie tylko fanatyzm zmusza żonierzy do efektywnej walki. USA szybko wyksztaciły zdolne kadry oficerskie wszystkich szczebli.Głównodowodzącym sił zbrojnych był zgodnie z konstytucją prezydent. Roosevelt nie ingerował w prowadzenie operacji wojskowych, chociaż kształtował ich główne linie w swej polityce zagranicznej. O wielkiej strategii decydowało reprezentujące wszystkie rodzaje broni Kolegium Szefów Sztabów, współpracujące ze swoim brytyjskim odpowiednikiem jako Połączone Kolegium Szefów Sztabów z gen Marschallem na czele. Jego zasługą było ustanowienie opartej na pełnym zaufaniu współpracy z dowodzącym na europejskim teatrze działań Eisenhowerem, przy pozostawieniu mu dużej swobody w prowadzeniu operacji. Eisenhower także zostawiał stopień niezależności podległym mu amerykańskim i brytyjskim dowódcom. W ten sposób amerykański system dowodzenia był bardziej swobodny w porównaniu z zasadami panującymi w armiach niemieckiej i radzieckiej. Godną uwagi cechą było również to ze do końca wojny siły powietrzne pozostały integralną częścią armii lądowej. Było to niewątpliwie zasługą Marschalla, który tak sprytnie pokierował sprawami, ze utworzono wspólne dla sił powietrznych i lądowych dowództwo, wychodząc z założenia, iż siły te powinny się wspierać w walce.